O autorze
Studiuję psychologię. Praca magisterska pomogła mi w podjęciu decyzji o nie skończeniu studiów dziennikarskich...
Byłam między innymi masażystką, telemarketerką, opiekunką pięciu psów jednocześnie i bohaterką pewnego filmu promocyjnego. W pracy, w domu, na spacerach, w podróży i podczas pisania towarzyszy mi Akryl – pies przewodnik. To moje wspaniałe oczy, drugi nos i mózg obszyte czarnym futrem.
Pisanie o osobach z doświadczeniem niepełnosprawności stało się ostatnio popularne, momentami wręcz modne. Mój pomysł pisania o swoim i cudzym doświadczeniu zrodził się dawno temu, wtedy, gdy nie było to aż tak popularne. Nie lubię chadzać wydeptanymi ścieżkami, dlatego postaram się spoglądać na wiele spraw z nowych perspektyw, zapraszać do przemyśleń ludzi, o których prawie nikt nie słyszał, nie wiedzieć czemu. Ze zdumieniem odkrywam, ile interesujących tematów aż się prosi, by zapukać do ich drzwi, a następnie wprosić się na herbatę. Każdy się może o tym przekonać, czytając ten blog.

Zbyt fachowy specjalista

Osoba niepełnosprawna na ogół potrzebuje specjalistycznego sprzętu, dostosowań architektonicznych, udogodnień, specjalistycznej rehabilitacji, wyjazdów dostosowanych do jej potrzeb, a podczas nich towarzystwa specjalistycznie wykwalifikowanej kadry. Jeśli zagonimy się w tych dostosowaniach, „specjalistyczność” wyprzedzi konkretną jednostkę, nawet jej człowieczeństwo. Oczom bowiem ukaże się ktoś obwarowany udogodnieniami, a więc ktoś specjalny, różny, nieporównywalnie odmienny.

Po pewnej wyprawie zastanowiłam się całkiem poważnie nad tym, po co i do czego niepełnosprawnej, dorosłej, jako tako poukładanej jednostce, potrzebni są specjaliści zajmujący się danym typem lub ogólnie zagadnieniem niepełnosprawności. Doszłam do wniosku, że są zbędni. Nie jestem na etapie, na którym potrzebuję rehabilitacji. To, czego mogę się nauczyć, nauczą mnie widzący znajomi, przyjaciele, rodzina. Zawsze ważniejsze według mnie od specjalizacji wykutej często mimochodem na studiach, od doświadczenia zdobytego podczas lat pracy z niepełnosprawnymi osobami są: otwartość, życzliwość i empatia. Nie wyobrażam sobie udanej współpracy bez tych cech. Często to świeżość poznania, twórcze podejście do nieznanego dotąd zagadnienia przeważają nad wyuczonymi schematami powtarzanymi podczas lat praktyk. Człowiek bowiem nie jest robotem, i nie da się działać przy nim schematycznie.



Projekt, w którego pierwszej części wzięłam udział nosi nazwę: „Razem w drodze”„”. Jest to wspaniały pomysł połączenia wędrówki z coachingiem i rozwojem osobistym. Jego pierwsza część odbyła się w kotlinie Kłodzkiej. Tam zdobyliśmy Śnieżnik.

Na wyprawie spotkało się pięciu uczestników widzących oraz pięć osób z problemami wzroku na różnym poziomie samodzielności, w różnych punktach drogi życiowej. Osoby widzące nie były specjalistami, miały słabe lub żadne doświadczenie z niepełnosprawnością wzrokową. Ich zadanie polegało na pomocy osobom z dysfunkcją wzroku, na odpowiedzialnym byciu ich oczami w trakcie górskiej wspinaczki. Wszyscy podołaliśmy zadaniu, bezpieczni i szczęśliwi dotarliśmy na szczyt i zeszliśmy na dół. Osoby sprawne mogły poczuć się potrzebne, doświadczyć, jak różne mogą być osoby z tą samą dysfunkcją. Ja natomiast, jako uczestnik niepełnosprawny, mogłam dostosowywać niesioną mi pomoc do swoich potrzeb, uczyć się współdziałania, ponieważ miałam świadomość, że ludzie z którymi przebywam są niemal czystymi kartkami w zakresie pomocy osobom niepełnosprawnym.

Niestety, jedną z pułapek, w którą często wpada specjalista pracujący z ludźmi polega na tym, że ów fachowiec za dużo wie przed rozpoczęciem działań, a za mało się dowiaduje w trakcie pracy z konkretną jednostką, czy grupą ludzi.
Trwa ładowanie komentarzy...