Jak mnie widzą, to ich sprawa

– Jak łazisz menelu – mówię niekulturalnie człowiekowi, który z rozpędu wpada pod łapy mojej suni. A w głowie myśl mi świta, co o mnie powiedzą ludzie? O tej niekulturalnej, nieokrzesanej, niepełnosprawnej kobiecie? Będą na nie? Z pewnością. Czy mnie to obchodzi? Już nie.

Wiele osób hoduje w głowie takiego swojego krytycznego rodzica, który im podpowiada, jak powinni się zachowywać. Ochrzania bez skrupułów za wszelkie niedoskonałości. Część owych połajanek odnosi się do społecznych konwenansów. Kluczowa kwestia brzmi wówczas: Rany! Co ludzie o mnie powiedzą?


A ludzie przede wszystkim mówią często, co im ślina na język przyniesie. Do tego spoglądają głównie na siebie samych. Opinia osoby nam znajomej może być w pewnych sytuacjach przydatna. Są tacy, którzy bez względu na twoje zachowanie wytkną ci każdą słabiznę, byleby się na tle tej słabostki pozytywnie wyróżniać. Niech idą precz z pola twej uwagi. Bywają ci, którzy zaskoczą cię pozytywną, konstruktywną uwagą, takich trzymaj przy sobie. Ale co z anonimowym, szarym tłumem, który ociera się o ciebie każdego dnia? Co z powszechnie przyjętymi, wdrukowywanymi w dzieciństwie normami społecznymi?

Kiedy byłam małą dziewczynką i mieszkałam we wrocławskim ośrodku dla osób niewidomych, wpajano mi zasadę, że powinnam się zawsze poprawnie zachowywać w sytuacjach publicznych, bo to bardzo istotne, co pomyślą o mnie inni. Mówiono mi, że na podstawie mojego obycia ludzie oceniają, jak zachowuje się osoba niewidoma w ogóle. Gdziekolwiek się znajdę, jestem wizytówką środowiska tych osób. Może jest w tym trochę prawdy, ale jak to niesamowicie tłamsi. To jakbyś był na diecie i nie mógł wziąć do ust chipsów, a tak bardzo je uwielbiasz. Tak, byłam na diecie i nie mogłam powiedzieć złego, niegrzecznego słowa do drugiego człowieka. Co dziwne, lżyć siebie samą mogłam bez oporu. To jest poprawne, w końcu powinniśmy być doskonalsi i doskonalsi.

Kiedy w końcu dojrzałam, zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem żadną wizytówką-pokazówką. Jestem przede wszystkim niezależną jednostką. Niepełnosprawność zaś nie jest cechą nadrzędną, a uboczną. Owszem, determinującą moje życie, podobnie, jak płeć, poziom inteligencji, wzrost czy wrodzony upór. Zdecydowałam, że nie chcę być przedstawicielką jakiegoś bliżej nieokreślonego zbioru ludzi, z którymi łączy mnie moja niesprawność. To za mało. Co innego, gdyby łączył nas podobny charakter, pasja, więź emocjonalna. Jeśli więc spotkasz na ulicy niepełnosprawnego gbura, nie sądź, że wszyscy mniej sprawni to nieprzyjemne w obyciu jednostki. Nie myśl też, że wszyscy niepełnosprawni są grzeczni i uprzejmi. Generalizacja to zwykle zły pomysł.

Zrzuciłam więc bagaż zbędnych kilogramów odpowiedzialności za bliżej nieokreślone stado. Zachowuję się jak chce, i choć jestem rozliczana czasem z wykroczeń społecznych innych niepełnosprawnych, niewielką przywiązuję do tego wagę. Koniec ze ścisłym postem zawsze poprawnego zachowania. Mam prawo do chamstwa, do niegrzeczności, do bycia gburowatą jędzą. Nie dlatego, że jestem niepełnosprawna, ale dlatego, że takie są moje skłonności, że tak mi się podoba.

Na koniec wyznam ze wstydem, że nie jestem wcale podłą jędzą. No, staram się być miła i uprzejma. Lubię to. Lubię uśmiechać się do innych i kiedy oni odwzajemniają ten uśmiech. Uwielbiam spokojnie, cierpliwie i życzliwie tłumaczyć sprawy dotyczące mojej niepełnosprawności. Robię to bo chcę, nie bo muszę. Zdarza mi się czasem kogoś nazwać chamem, gburem, tępakiem, starą łajzą. Bo lubię też nazywać rzeczy i ludzi po imieniu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...